Sąd Najwyższy zajmie się sprawą biwakowania bezdomnych w miejscach publicznych. Ważą się losy ustawy DeSantisa

Sąd Najwyższy USA rozważy w poniedziałek czy okrucieństwem jest zakazanie osobom bezdomnym spania lub koczowania w miejscach publicznych, jeżeli w schroniskach brakuje dla nich miejsca. Orzeczenie zdecyduje o losie stanowej ustawy podpisanej wcześniej przez gubernatora Florydy.

Sprawa ta jest uważana za najważniejszą rozpatrywaną przez Sąd Najwyższy od dziesięcioleci, jeśli chodzi o kwestię bezdomności. Jeżeli SN uzna, że zakazywanie bezdomnym biwakowania w miejscach publicznych to nazbyt okrutna kara, wiele stanowych przepisów może trafić do śmieci.

Prawo tego typu uchwaliła niedawno Floryda, a podpisał się pod nim gubernator Ron DeSantis. Ustawa zakazuje bezdomnym koczowania na ulicach, chodnikach i w parkach.

Prawo nie jest jednak pozbawione alternatyw i oferuje bezdomnym konkretne miejsca, gdzie dalej będą mogli rozbijać swoje namioty. Przepisy pozwolą powiatom na wyznaczenie tymczasowych lokalizacji obozowisk, w których dostępne mają być sanitariaty z bieżącą wodą.

W takich miejscach nie będą tolerowane używki. Takie lokalizacje musiałyby również zapewniać dostęp do leczenia zdrowia psychicznego i uzależnień dla bezdomnych.

Zwolennicy ustawy twierdzą, że pomoże ona wyeliminować uciążliwe dla społeczeństwa grupy bezdomnych, którzy rozbijają swoje obozowiska na chodnikach i w parkach, tworząc nad niektórymi miejscami aurę braku bezpieczeństwa.

Red. JŁ