DeSantis obwinił… Baracka Obamę o chaos związany z mapami kongresowymi

Gubernator Florydy stwierdził w programie „Hannity”, że konieczność wytyczenia nowych granic okręgów wyborczych w stanie wynika m.in. z „rasowego gerrymanderingu” w obowiązującej mapie kongresowej z 2022 r. oraz z nieprawidłowości w spisie powszechnym z 2020 r. Zdaniem włodarza stanu Floryda została „pozbawiona” jednego mandatu w Izbie Reprezentantów, który należał jej się z tytułu wzrostu liczby ludności. Co zaskakujące, gubernator jest zdania, że na obecny stan rzeczy miał wpływ także… prezydent Barack Obama.

Zdaniem gubernatora Rona DeSantis działania byłego prezydenta Baracka Obamy – kiedy jeszcze pełnił swój urząd – oraz ówczesnego prokuratora generalnego Erica Holdera miały wpływ na obecny podział okręgów w kraju, choć nie wyjaśnił, jak administracja Obamy, zakończona w 2017 r., mogła oddziaływać na spis przeprowadzony w 2020 r. i mapę kongresową Florydy z 2022 r., przygotowaną przez jego zespół.

„Floryda stała się czerwonym stanem z kilkoma niebieskimi punktami. Jeśli sporządzimy uczciwe mapy, Republikanie poradzą sobie znacznie lepiej” – stwierdził gubernator, dodając, że populacja stanu znacznie wzrosła w czasie jego urzędowania.

Niezależnie od działań biura gubernatora, przewodniczący Izby Reprezentantów Florydy Daniel Perez ogłosił powołanie specjalnej komisji ds. podziału okręgów kongresowych. Jak zapowiedział, w pracach nie będą uczestniczyć osoby planujące start w wyborach w nowo wytyczonych okręgach. Komisja nie będzie zajmować się także mapami okręgów wyborczych do legislatury stanowej, choć wzrost populacji Florydy mógłby stanowić uzasadnienie dla takich prac.

Red. JŁ