50-latka brutalnie zamordowana na ulicy przez dwa pitbulle. Agresję psów zgłaszano wcześniej 14 razy

50-letnia Jodi Cowan zmarła po ataku dwóch pitbulli w powiecie Brevard na Florydzie. Właścicielka zwierząt, Linda Cutler, została aresztowana i oskarżona o nieumyślne spowodowanie śmierci. Według śledczych kobieta miała wcześniej wiedzę o agresywnym zachowaniu swoich psów oraz o ich wielokrotnych ucieczkach z posesji.

Do zdarzenia doszło 19 maja około godz. 1 w nocy na Blue Bonnet Drive. Cowan wyszła na spacer z własnym psem, gdy dwa pitbulle należące do sąsiadki przeskoczyły przez ogrodzenie i zaatakowały ją oraz jej zwierzę. Partner 50-latki, Donnell Smith, po powrocie do domu zauważył, że kobiety nie ma w domu, a po chwili usłyszał ciche wołanie o pomoc. Jak relacjonował, zobaczył dwa psy ciągnące jego partnerkę drogą. Cowan leżała w kałuży krwi z licznymi ranami kąsanymi. Smith próbował zatamować krwawienie, jednocześnie odpędzając zwierzęta nożem.

Ranna kobieta została przetransportowana do szpitala śmigłowce. Tam stwierdzono jej zgon. „To było brutalne. Widok tej samej kobiety, którą kochałem przez ostatnie 25-30 lat, rozszarpanej przez dwa zwierzęta… Nigdy nie pozbędę się tego obrazu z pamięci” – powiedział Smith po śmierci Cowan.

Śledczy ustalili, że od października 2024 r. mieszkańcy okolicy co najmniej 14 razy zgłaszali do biura szeryfa problemy związane z psami należącymi do Cutler. Skargi dotyczyły zaniedbania zwierząt oraz ich swobodnego przemieszczania się po okolicy. Wcześniej psy miały pogryźć innego mieszkańca, który także wymagał pomocy medycznej. Lokalne służby zajmujące się zwierzętami poinformowały, że właścicielka podjęła jedynie minimalne działania w celu zabezpieczenia posesji. Szeryf Wayne Ivey zaznaczył, że Cutler miała „konkretną i udokumentowaną wiedzę”, iż jej psy wielokrotnie wydostawały się z podwórka i atakowały ludzi.

Linda Cutler została zatrzymana krótko po zdarzeniu. W chwili aresztowania przebywała w nadmorskim hotelu Hilton. Podczas zatrzymania twierdziła, że ma zawał serca, dlatego przewieziono ją do szpitala na badania, ale okazało się, że zagrożenie nie istniało, więc kobieta trafiła do aresztu. Jej psy, Max i Mako, zostały skonfiskowane przez władze i uśpione. Pies należący do Cowan przeżył atak.

Red. JŁ