Brytyjczyk dwukrotnie aresztowany za… zdjęcia z wakacji na Florydzie. Rozważa wyprowadzkę z UK

Po fali zarzutów, dwóch aresztowaniach oraz – jak twierdzi – „zniszczeniu jego życia zawodowego” konsultant IT z Wielkiej Brytanii rozważa przeprowadzkę do USA. Mężczyzna został zatrzymany i aresztowany przez angielską policję po opublikowaniu w mediach społecznościowych zdjęcia z bronią, które zostało wykonane na Florydzie. Według jego relacji, były klient miał wykorzystać fotografię, aby oskarżyć go o nękanie i naruszenie porządku publicznego. Zarzuty zostały ostatecznie wycofane, ale szkody – jak uważa Brytyjczyk – są nieodwracalne.

Wszystko zaczęło się od wizyty Jona Richelieu-Bootha u znajomych, którzy mieszkają na Florydzie. Podczas lipcowych wakacji w Słonecznym Stanie mężczyzna zrobił sobie zdjęcia z bronią. To miał być jego pierwszy kontakt z bronią palną, od kiedy się urodził. Jak się później okazało, fotografie miały przewrócić jego życie do góry nogami.

Po powrocie na Wyspy Richelieu-Booth opublikował zdjęcia na swoim profilu LinkedIn. Wkrótce do jego drzwi zapukali policjanci ostrzegając, że wpłynęła do nich skarga w związku z wrzuconą do sieci fotografią z bronią, a około 10 dni później policja weszła do jego domu pod osłoną nocy. Mężczyzna został aresztowany pod zarzutem nękania i zastraszania – wyłącznie na podstawie wspomnianego zdjęcia z bronią z LinkedIn.

Zarzuty powiązano później z byłym klientem konsultanta, od którego Brytyjczyk starał się wyegzekwować zaległą płatność. Mężczyzna bardzo szybko wyszedł z aresztu, ale później ponownie go w nim zamknięto za rzekome naruszenie warunków zwolnienia. Zrobiono to na podstawie kolejnej, fałszywej skargi. Podczas postępowania Brytyjczykowi postawiono także zarzut opublikowania wpisu budzącego „strach lub niepokój”. Ostatecznie wszystkie wycofano.

Mężczyzna twierdzi, że sprawa zniszczyła jego życie zawodowe i osobiste, doprowadziła do izolacji społecznej i myśli samobójczych. Rozważa pozwanie policji West Yorkshire oraz wyjazd do USA, gdzie-  jak mówi – czuje, że wolność słowa jest lepiej chroniona.

Red. JŁ