Mieszkaniec Miami-Dade przeprosił za zastrzelenie intruza, który próbował włamać się do jego domu
Mężczyzna z Florydy przeprosił za zastrzelenie intruza, który w ubiegłym tygodniu wszedł na jego posesję, a potem próbował włamać się do jego domu. Właściciel zapewnił, że nie chciał zabić napastnika, ale był zmuszony bronić siebie i rodziny.
„Usłyszałem, jak moja mama krzyczała: ‘Zejdź z mojego ganku, zanim zadzwonię na policję’. Byłem zaskoczony. Nie wiedziałem, co się dzieje, więc chwyciłem za broń” – relacjonował mieszkaniec Southwest Miami-Dade.
Do zdarzenia doszło w sobotnią noc, gdy mężczyzna przebywał w łazience. W tym samym czasie na jego posesję weszły cztery osoby.
Właściciel domu stwierdził, że po wyjściu na zewnątrz z bronią jeden z mężczyzn „ruszył w jego kierunku”.
„Kiedy zobaczył moją broń, myślałem, że ucieknie i zejdzie z ganku. Gdyby odszedł, nie byłoby żadnego problemu” – stwierdził. „Kiedy wszedłem [z powrotem] do domu, on rzucił się na mnie, i wtedy niestety go postrzeliłem” – wyjaśnił. Po usłyszeniu strzałów pozostała trójka mężczyzn natychmiast uciekła z miejsca zdarzenia.
Po chwili na miejscu pojawili się zastępcy szeryfa oraz karetka, która zabrała rannego do szpitala, gdzie zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.
Właściciel podkreśla, że nie chciał go zabić. „Straciłem spokój ducha. Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji. Nigdy nie wyciągnąłem broni na nikogo, a tym bardziej jej nie użyłem. Kiedy on już leżał, mówiłem mu: ‘Nie umieraj. Nie umieraj’. Próbowałem mu pomóc” – powiedział właściciel domu. Mieszkaniec Southwest Miami-Dade przeprosił także rodzinę śmiertelnie postrzelonego.
Incydent jest nadal przedmiotem śledztwa.
Red. JŁ

