Poszedł do fryzjera i pił w barze, gdy w rozgrzanym aucie umierał jego syn. Ojciec skazany na 42 lata więzienia
Scott Gardner z Florydy został skazany na 42 lata więzienia w związku ze śmiecią swojego 18-miesięcznego syna Sebastiana, który zmarł z przegrzania po spędzeniu kilku godzin w rozgrzanej furgonetce. Jego ojciec, w czasie, gdy niemowlę konało, poszedł do fryzjera, a potem spędził kilka godzin w barze..
Do zdarzenia doszło 6 czerwca 2025 roku w Ormond Beach w powiecie Volusia na Florydzie. Gardner zostawił dziecko w zamkniętej furgonetce z podniesionymi szybami i wyłączonym silnikiem – w środku działał jedynie mały wiatrak.
Mężczyzna następnie udał się do fryzjera, a po ostrzyżeniu nie wrócił do auta od razu, zamiast tego spędzając prawie trzy godziny w pobliskim barze, gdzie spożył piwo i kilka shotów. Po powrocie do domu swojej matki Gardner zadzwonił pod numer 911.
Według szeryfa Mike’a Chitwooda dziecko nie żyło od godziny lub dwóch, zanim mężczyzna powiadomił służby. Po śmierci syna Gardner wraz z matką wrócił do baru, gdzie razem pili alkohol aż do północy.
Mężczyzna został z początku oskarżony morderstwo pierwszego stopnia, ale w ramach ugody Gardner bez kwestionowania zarzutów przyznał się do morderstwa drugiego stopnia, zaostrzonego znęcania się nad dzieckiem i zaostrzonego zaniedbania dziecka.
Red. JŁ

