Raport obnaża sztuczki ubezpieczycieli na Florydzie. Na papierze strata, a realnie ogromne zyski

Kiedy zakłady ubezpieczeniowe notowały ogromne straty, sygnalizując konieczność podwyższenia składek, ich spółki powiązane osiągały krociowe zyski – wynika z  raportu opublikowanego m.in. przez Miami Herald, w którym przeanalizowano sytuację finansową branży ubezpieczeniowej na Florydzie w latach 2017-2018.

Po huraganach Irma w 2017 roku i Michael w 2018 roku branża ubezpieczeniowa znacznie podwyższyła składki za oferowane polisy, tłumacząc to „ogromnymi stratami”, w związku z przejściem przez stan potężnych kataklizmów.

Zgadzało się to na papierze, bo w latach 2017-2018 cała branża ubezpieczeniowa na Florydzie odnotowała stratę 432 mln dolarów. Jednak spółki powiązane zakładów ubezpieczeniowych zarobiły w tym samym czasie o wiele więcej – 1,8 mld dolarów. Pomimo słabszego okresu zakłady wypłaciły przeszło 680 mln dolarów w dywidendach dla akcjonariuszy, co znacznie przewyższa deklarowaną stratę.

Zgodnie z przepisami marże zysku zakładów ubezpieczeniowych są sztywno ograniczone do maksymalnie 4,5 proc., ale w rzeczywistości ubezpieczyciele zarabiają dużo więcej. Dzieje się to właśnie za pośrednictwem spółek powiązanych, które zajmują się obsługą roszczeń, księgowością itp. Zgodnie z raportem – spółki firm ubezpieczeniowych transferują zyski do podmiotów zależnych, zawyżając wynagrodzenie za świadczone przez te podmioty usługi. Tym sposobem spółka-matka wykazuje stratę, a bogacą się „podwykonawcy”, którzy w rzeczywistości są częścią jednej grupy kapitałowej.

Red. JŁ