
Władze Florydy żądają danych o receptach. Rosną obawy o prywatność pacjentów
Władze Florydy zażądały od firm zarządzających planami lekowymi udostępnienia danych osobowych pacjentów korzystających z recept oraz lekarzy, którzy je wypisali. Urzędnicy argumentują, iż chcą w ten sposób obniżyć ceny leków, egzekwując przepisy jednej z ustaw, ale eksperci alarmują, że dane osobowe mogą być gromadzone także w innych celach.
Stanowy Urząd ds. Ubezpieczeń zwrócił się do firm zarządzających systemem recept o przekazanie danych osobowych pacjentów i lekarzy. Chodzi o imiona i nazwiska pacjentów, ich datę urodzenia, listę wykupionych leków oraz dane lekarza, który wypisał receptę.
Powodem gromadzenia tego typu danych ma być – według urzędników – weryfikacja zgodności z przepisami uchwalonymi przez legislaturę Florydy w 2023 roku, dotyczącymi cen leków.
Niektórzy eksperci obawiają się jednak, że dane mogą posłużyć stanowym władzom do czego innego. Wskazują m.in. na konserwatywne podejście republikańskich władz do kwestii aborcji, która na Florydzie była wielokrotnie ograniczana. Krytycy postępowania urzędu twierdzą, że władze mogą chcieć np. dowiedzieć się, kto i komu przepisywał środki wczesnoporonne lub terapię hormonalną.
Choć nie jest jasne, czy taka ingerencja w prywatność pacjentów jest legalna, niekoniecznie nie byłaby uzasadniona. Władze Florydy mogłyby w ten sposób egzekwować przepisy zawarte w dwóch ustawach – w tym zaostrzającej aborcję oraz wymagającej osobistego wydawania tabletek poronnych, a także przepisom zabraniającym stosowania terapii hormonalnej u nieletnich.
Jeżeli okazałoby się, że lekarze łamali prawo, przepisując pacjentom recepty, mogliby zostać pociągnięci do odpowiedzialności – zgodnie ze stanowym prawem. Kwestią sporną jest jednak, czy stan ma prawo do pozyskiwania takich danych.
Red. JŁ
