Mężczyzna z Florydy przeżył atak aligatora. Dwie godziny później zastrzelili go policjanci
Mężczyzna z Florydy przeżył atak aligatora, ale zdołał oszukiwać przeznaczenie tylko przez ok. dwie godziny – po tym czasie został zastrzelony przez zastępców szeryfa. Podejrzany miał zachowywać się irracjonalnie już przed incydentem z aligatorem. W czasie policyjnej interwencji zaatakował funkcjonariuszy, a potem próbował dostać się do strzelby w ich radiowozie.
Jak przekazał szeryf powiatu Polk Grady Judd – zgłoszenie o dziwnie zachowującym się mężczyźnie wpłynęło do jego biura w poniedziałek rano. Zgłaszający twierdził, że ten cały „drżał” i prosił o „kontakt z synem”. Po przybyciu na miejsce patrolu mężczyzny już tam nie było.
Dwie godziny później wpłynęło zgłoszenie o mężczyźnie – jak się okazało tym samym – pływającym w jeziorze w Christina Hammock, zbiorniku, gdzie bytują aligatory. Podejrzany został ugryziony przez jednego z gadów. Przeżył atak, ale odmówił pomocy, którą zaoferowali mu świadkowie. Miał nawet na nich „warczeć”.
Po kolejnych dwóch godzinach zastępcy szeryfa namierzyli problematycznego mężczyznę, ale nie spotkali się z ciepłym przywitaniem. Podejrzany najpierw zaatakował ich nożycami ogrodowymi, a potem cegłą rozbił szybę w radiowozie. Policjanci próbowali deeskalować sytuację, używając nieletalnych środków przymusu – paralizatorów – ale bezskutecznie.
Zastępcy otworzyli ogień, kiedy mężczyzna włamał się do ich auta, a następnie sięgnął po znajdującą się tam strzelbę. Podejrzany zmarł na miejscu zdarzenia. Policjanci nie odnieśli żadnych obrażeń.
Mężczyzna został zidentyfikowany jako Timothy Schultz – człowiek z grubą kartoteką kryminalną, który niedawno opuścił zakład karny.
Red. JŁ

